p.woyke: Dobra, trochę ochłonąłem już po tym całym "Sherlocku Holmesie". Nadal jestem jednak szczęśliwy. Wiesz czemu? Rzadko się idzie do kina by wyjść tak w pełni usatysfakcjonowanym. Dostać pełnię kina dla prawdziwego mężczyzny- pełnego gadżetów, bijatyki i pozytywnie stubackich dialogów. Co prawda, brakuje trochę seksu i Stevena Seagala, ale jest naprawdę dobrze. Określenie "...na miarę XXI wieku" jest nawet bardziej oklepane niż "high five", ale ten "Sherlock..." jest na miarę nowych czasów. Przestał być urzekającym dżentelmenem- stał się urzekającym dandysem. Danny Ocean i Rusty Ryan przenieśli się do XIX wieku, tylko, że teraz są prawi i jeszcze lepsi. Myślę, że duża w tym zasługa Guya Ritchie'go, który po gównianym "Revolverze" i arcyprzeciętnej "Rock'n'Rolli" powrócił, można powiedzieć... Wiem, wiem, już nie będzie takich filmów jak "Snatch". Były fagas Madonny powrócił jako twórca inteligentnego kina rozrywkowego... Nie zapędziłem się za bardzo?
miś gryzli: Zachwyt przesadzony, jak nie chybił moje niedawne pijackie kadzenie o 'Awatarze'. Sherlock to niewiele ponad sprawne kino akcji (film przygodowy?) z odrobiną stylówy i starego dobrego karate z ruchaniem. Oczywiście podobało mi się, bo londyńska mgła gęsta jak mleko, nigdy nie wyglądała tak dobrze. Komu się nie podobało zwykły buc/student kulturoznawstwa/ z Mysłowic. Jednak rzecz która NAPRAWDĘ-ROBI-WRAŻENIE to filmowa wizja Londynu. Jest miaaaaaażdząąąacaaaaaaaa. Oliver Twist to prawie popierdółka przy tym co widzimy u Ritchie'go. Przy ujęciach po zmroku płakałem, prawdziwe perełki.
pw: No właśnie, chodzi o tę "odrobinę stylówy". Myślę, że nawet student kulturoznawstwa powinien docenić scenografię, zaś studentka kulturoznawstwa ładne japy Watsona i Holmesa. Zresztą, jeśli to prawda, że w następnej części profesora Moriarty'ego (toż to szwarccharakter doskonały!) zagra sam Brad "wszyscy kochają mój italian accent" Pitt to na salach kinowych naprawdę będzie słychać same jęki. Swoją drogą, czy wiesz, że istnieją lamusy, które z naprawdę poważnymi minami twierdzą, że film Ritchiego to "profanacja" i "bezczeszczenie" oryginalnego Holmesa?
mg: Cóż, niektórzy lubią pepsi i zmierzch. Jeśli wspominasz brada "króla cygańskich bokserów", w opiniotwórczym magazynie "Party" znalazłem cośniecoś o jego planach. W ciągu najbliższych trzech lat szelma planuje zagrać w 20 filmach. Widać utrzymanie oddziału adoptowanych dzieci kosztuje. Jeśli Brad pojawi się w Sherlocku będzie przepracowany i zmarszczony. Wracając do pytania tytułowego czy Ritchunio powrócił. Odpowiem konkretnie: bo ja wiem? Oprócz pojedynczych momentów nie czuć w tym filmie jego ręki (patrz: zbiry zastają bohaterów myszkujących w laboratorium). Wcześniej ziom robił swoje kino, teraz robi kino przezroczystawe. Stare marki rdzewieją, Massive Attack nagrało chujową płytę, tak już jest.
pw: Co do Massive Attack to bym polemizował, ale to temat na inną burdę intelektualną. Nie powiedziałbym, że jest to kino przezroczystawe. Ten cały "Sherlock..." faktycznie mieni się tylko kilkoma chwytami ze starego Ritchiego, ale też dlatego, że sam Ritchie Rich się zmienia. Musimy się pogodzić z tym, że stare dobre czarne komedie już nie wrócą (zresztą trzeci film klepany na tym samym kopycie co "Snatch" i "Lock, Stock and Two Smoking Barrels" to już by była przesada). Przyszły wielkie pieniądze, więc jest już zupełnie inne spojrzenie na sprawę- każdego skusi możliwość efekciarstwa. "Sherlock Holmes" mógł być znacznie bardziej chujowy, a okazał się być filmem rozrywkowym na wysokim poziomie. Jestem zajarany nie tylko scenografią, efektami, ale również głównym tandemem aktorskim i godnymi dialogami. Te dwie cechy są w dzisiejszym kinie wielomilionowym dosyć rzadkie. Za to szacun dla Guya, choć oczywiście żadnego przełomu na miarę "Ufoporno!" nie wymyślił.
mg: Nie chodzi mi o patent jaki miał na te filmy, tylko o ich niepowtarzalny charakter. One bujały. Mówiłem ci, przy pewnym budżecie, bardziej dolary kręca filmy niż reżyser. Ekranowy duet kocham nad życie, upadki-upadeczki roberta downeya śledzę od zawsze, jak i romanse-romansiki jude'a law. ale i tu jakiegoś mega-czadu nie ma. Poprawnie, fajnie, lubię takie filmy w kinie albo w świątecznych powtórkach. Ale megaserii z tego nie będzie. Może gdyby nie 'reżyseria guy ritchie' jarałbym się max. Umiarkowany szacun, ale i tak kibicuję dwójce.
Sherlock Holmes
"Revolver" ◦◦◦●◦◦ "Snatch"
gadżeciarstwo ◦◦◦◦◦● dialogarstwo
czy z Robertem Downeyem Jr jest jak z dobrym winem: tak
czy dalej ćpa: trudno powiedzieć
"Revolver" ◦◦◦●◦◦ "Snatch"
gadżeciarstwo ◦◦◦◦◦● dialogarstwo
czy z Robertem Downeyem Jr jest jak z dobrym winem: tak
czy dalej ćpa: trudno powiedzieć



0 komentarze:
Prześlij komentarz