czwartek, 7 maja 2009

Zack Snyder - rycerz przebojowej prawicy

p.woyke: Amerykańscy filmowcy mają to do siebie, że jak się postarają to zawsze im coś wychodzi lepiej niż Europejczykom (Guy Ritchie ukradł duszę swoim ziomkom zza oceanu, to pewne ziom). Nawet nie ma sensu bawić się w porównywanie zwycięzców Oscarów i Złotych Palm. Szczerze bym się tego bał, bo zaraz ktoś by wspomniał o "Tajemnicy Brokeback Mountain" i musiałbym mu przyznać rację. Pomimo pewnych chlubnych wyjątków, po kilkudziesięciu latach uprawianego przez Europę lansu na intelektualizm, palmę pierwszeństwa w światowej kinematografii znowu dzierży Ameryka . Reżyserzy z Francji, Niemiec czy Hiszpanii pogrążają się w nudnych filmach o orientacjach seksualnych, biednych imigrantach czy Złym Systemie. Nagrody w Cannes zaczęli im sprzątać sprzed nosa twórcy z takich "nowoeuropejskich" krajów jak Rumunia czy Turcja. Mamy trochę odwrotną sytuację niż w latach pięćdziesiątych. Teraz to na Starym Kontynencie panuje artystyczna nędza, zaś w Ameryce wielki ferment intelektualny. Wydawało się, że specjalnością wielkiego kraju pełnego idiotów (każdy prawdziwy wykształciuch wie, że jedynymi inteligentnymi Amerykanami są Obama, Oprah i Woody Allen) staną się filmy podejmujące ich problemy wewnętrzne. "Miasto Gniewu", wspomniana "Tajemnica..." czy "Aż poleje się krew" to obrazy mówiące o kontrowersjach związanych ze społeczeństwem, kulturą i historią USA. Nikt nie przewidział pojawienia się imperialistycznego skurwiela, którego dzieła pomimo nowoczesnej, oryginalnej formy epatują soczystym, nieposkromnionym amerykanizmem. Mowa o Zacku Snyderze, kryptofaszyście i rycerzu przebojowej prawicy.

miś gryzli: łoł, łoł,łoł bierzesz udział w losowaniu Zielonej Karty? Czy ki diabeł? 'Wielki amerykański ferment intelektualny', między kolejnymi kartonami popcornu wpieprzanymi w kinie. Niezłe, aż powtórzę, na głos: "Wielki amerykański ferment intelektualny". Haha. (śmiech roznosi się nawet w najdalszych kątach sali)

Nie wieszałbym tak psów na europejskim kinie jak ty, chociaż nie sypiam z nim. Co więcej wszystko co o nim powiedziałeś to prawda.

Filmy lansowane na europejskich festiwalach, zawsze są specyficzne. Każdy z nich promuje konkretne kino. Najczęściej manifestujące swój intelektualizm(=?)nieamerykańskość, stąd nadmierna mięta jury do filmów często średnich. Nie utożsamiałbym więc stanu kinematografii z werdyktami jury, filmy festiwalowe to wręcz oddzielny gatunek.

Po obu stronach oceanu jest lekki impasik i biedka. Tu i tam brakuje pomysłów (bądź pieniędzy na nieopłacalne pomysły).

A teraz o twoim 'imperialistycznym skurwielu'. Naprawdę jest dla ciebie taki giga? Czy Strażnicy to wg Ciebie film dobry? I gdzie ten ferment, huh?

pw: Jak to gdzie ferment? W Sundance oczywiście. No i w głowie Charliego Kaufmana.

Co do stanu europejskiego kina to oczywiście generalizuję, ale wydaje mi się, że twórcy już od dłuższego czasu lubią przy kręceniu kolejnego filmu myśleć o tym jak oceni go zgraja mędrców decydujących o przyznaniu kolejnego Złotego Beja czy Srebrnego Muła.

Przejdźmy jednak do najważniejszego, czyli niezwykle kreatywnego w swym konformizmie Snydera. "Strażnicy" są tylko pewnym zwieńczeniem tego co serwował nam w poprzednich filmach. Mam na myśli remake "Świtu żywych trupów" i "300". Pierwszy to najlepsze co można wyciągnąć z arcymodnych horrorów gore. Pieprzyć jego obiektywną wartość, ale popatrz na niezwykłą oryginalność w gatunku, który zdawał się być oklepany na wszystkie sposoby. W "Świcie..." truposze, choć urocze (scenografia to mocna strona filmów Zacka- mówię to ex cathedra) są tylko tłem dla bardzo fajnie pomyślanego komediodramatu o grupie ludzi, którzy przypadkowo spotykają się w jednym miejscu. To jest pełen arogancji manifest klasy średniej, która mimo otępiałych, rewolucjonizujących się mas, do końca trwa w swoich drobnych i głupawych konfliktach. I jest im z tym dobrze. Tym samym Zack w stosunku do skomlących o wyższe zasiłki zaleca po prostu cierpliwość... No i ta scena ze strzelaniem piłeczkami golfowymi, bezcenne nawiązanie do "Armageddonu".

Jednak pierwszym ciosem w potylicę w wykonaniu Zacka było "300". Film, którego z definicji nie da się oceniać miarami przeciętnego Mossakowskiego. Pełen mocy teledysk o wyspie odwagi w morzu strachu przed milionami barbarzyńców. Każdy średnio wnikliwy blogger od razu zauważa, że jest to po prostu deklaracja wsparcia w bushowskiej "wojnie z terrorem". A może mój nowy idol po prostu przeczytał Huntingtona i wyznając konfliktową teorię cywilizacji apeluje o ofiarność w obronie tego co zachodnie, błyszczące i białe? Przy tym jest to obraz technicznie bez zarzutu, umiejętnie łączący fajerwerki znane z "Sin City" i wspomnianą już, świetną scenografię. Rzecz, która nie nudzi i epatuje zdrowszą mimo wszystko dawką przemocy niż niejedna telewizyjna relacja z wojny na Bałkanach.

Wreszcie "Strażnicy", ale o nich zaraz, bo widzę, że już obnażasz kły i chcesz atakować...

mg: Nie, tylko ziewam. Nie odmawiam Snyderowi pewnego błysku. "300" było świetne, yo. Ale jeśli "Strażnicy" są uwieńczeniem jego dotychczasowej drogi, to jest to finisz w kiepskim stylu. Beznadziejna narracja, tempo i konstrukcja, całość siada po 20 minutach, żeby dłużyć się już do końca. Babranina i dylematy z dupy, bełkotliwe momentami. Muka. Nie wiem jak taki Snyder, kolo który wie gdzie leżą konfitury, reżyser "300", mógł sobie pozwolić na taką wtopę. Niewolnicza adaptacja komiksu, w pewnych kręgach kultowego, stworzyła coś na kształt komiksowego "Katynia". Czyli że duże to, ważne to, ale niewiele mające wspólnego z X muzą. Może to niechęć do samej historii, której i po przeczytaniu albumu za bardzo nie kupuję. Zack Snyder narodów nie zbawi.

pw:Mniejsza z narodami, wystarczy, że zbawi samą Amerykę. Serio, niech tylko podtrzyma słuszne, jankeskie mniemanie, że film to sztuka obrazu i dlatego im bardziej bombastyczny jest, tym większy powód do dumy. Na pewno masz trochę racji, że "Strażnicy" trochę niewolniczo trzymają się komiksu, ale jest to moim zdaniem pewne osiągnięcie. Bo oto przy naprawdę wiernym trzymaniu się fabule i pokazaniu maksymalnej możliwej ilości "smaczków", Snyder pokazał jednak coś własnego. Chodzi mi szczególnie o jego stronę estetyczną. Zamiast dostosować kolorystykę do miałkiej, schematycznej grafiki komiksowego oryginału, przedstawił świata w tych dziwacznych, lekko jaskrawych barwach znanych z "300". Wielkie joł ma jeszcze ode mnie za to, że nie pożałował tej w gruncie rzeczy spokojnej opowieści, dobrego bicia po ryju. Dawka ostrej przemocy to jednak podstawa kina akcji i w ogóle dobrej zabawy, prawda? A, i co do bełkotliwości, to pamiętaj, że narracja jest prowadzona według pamiętnika. Pomimo, że jest on pisany lepiej niż blog Palikota, nadal ma tylko charakter prywatnych zapisków.

mg: Zrobiłeś mały objazd wokół mojej artylerii. Więc z cicha przyznajesz mi rację, ha. Tak, estetycznie to jest maestria, dla samego obrazka warto wybulić na bilet. Wracając do samej narracji, co mnie to, że prowadzona jest wg pamiętnika. Narracja i konstrukcja to kluczowe element filmu, stanowiące o filmowatości filmu. I są one do dupy. Łoczmenki zarobiły po cholerze kasy, jednak ponad dwa razy mniej od "300". Nie doceniają proroka we własnym kraju? Raczej dokładnie odwrotnie i doceniają aż nadto. Snyder dostał ogromny kredyt zaufania od swioch współziomków, skoro tak mętna produkcja jak "Watchmen" zarobiła swoje 100 mln$ . W pytę, że powstają kolejne ekranizacje komiksów, z coraz większymi budżetami. Teraz pora na "Kaznodzieję", haha. Widzę już narodowców zasłaniających własną piersią wejścia do kin! Co do Snydera, najlepsze jescze przed nim. Producenci nie poskąpią mu dolarów. Łoł, spojrzenie na IMDB: Snyder kręci jeden film, we wstępnej produkcji jest kolejny, a na ten sam rok 2010 zapowiedziane są kolejne trzy (w tym sequel 300). Osz kurweczka.

pw: Kurweczka, kurweczka, bo na następny rok zapowiadana jest nowa wersja "Heavy Metal" (moje ciało zaczyna drżeć w religijnej ekstazie). Wracając do dyskusji, to przestań się onanizować nad moim "małym objazdem". Co do narracji, to Zack po prostu dał radę wyciągnąć ile można było z historii, o której wiadomo było, że zostanie przeniesiona do kin. Zresztą nie mów mi, że jest to nudna fabuła, bo i tak Ci nie uwierzę. Jest to kawał porządnego kina akcji z niezłą intrygą. No i te postacie, naprawdę fajnie nakreślone. Wcale nie mówię tego pod wpływem perfidnego porównania autorstwa Orlińskiego, ale Rorschach to potencjalny idol młodych, jurnych prawicowców. Ozymandiasz to perfekcyjny, metroseksualny hiperczłowiek epoki reaganistowskiej- równie szalony w swoich zamysłach jak ten typ z "American Psycho". Dr Manhattan to spersonifikowana wunderwaffe. Takich rozkmineczek na temat postaci z Łoczmenów mam naprawdę w opór. Właśnie dzięki nim ten film będzie ciekawy nawet z perspektywy dłuższego czasu. Wydaje mi się, że "Kaznodzieja" to też dobry scenariusz dla Snydera. Niestety podobno bierze się za niego Sam Mendes. Może i dobrze? W końcu to specjalista od filmowania kryzysów wieku średniego.

mg: Fabuła nie jest nudna. Fabuła jest dupnie zrobiona. Będę powtarzał bez końca - kino akcji ma kręgosłup, jakąś oś i rozkręcającą się fabułę. W watchmenach akcja pojawia się znikąd, wydarzenia są prowokowane niezrozumiałymi przyczynami, mamy nadmiar wątków, postaci i twoich jebanych 'smaczków'. Oglądając od połowy, nie załapiesz niczego, co wskazuje na pokrewieństwo watchmenów z trzystosezonowymi telenowelami. Postacie są ciekawe, ale są w trykotach. Rorschach w rzeczy samej jest zajebiście nakreślony i świetnie zagrany (i nie jest w trykocie). Ale metafizyczne dylematy Dr Manhattana tylko śmieszą. Niektóre sceny są wtórne i nie robią wrażenia (zbliżenia damsko-męskie zrobione identycznie jak w "300" zakrawają na ich autoparodię). Watchmeni może są zacnym materiałem do analiz kulturowo-politycznych, sprawną mieszanką mordobicia i polityki w komiksowym wydaniu, ale obiektywnie są filmem średnim. Ale i tak wartym obejrzenia.

Sam Mendes? Bleh, chyba kiepski wybór. Ej, a co myślisz o Oliverze Stonie kręcącym Kaznodzieję ? To byłoby niezłe!

pw: Wydaje mi się, że specyficzne wykorzystanie brutalności w tym komiksie subtelnie mógłby oddać tylko Władysław Pasikowski. Co do "Strażników" to wydaje mi się, że masz mózg spaczony od oglądania nadmiernej ilości jakichś kultowych gówien nakręconych kilkadziesiąt lat temu. Chętnie bym poleciał na dalsze argumenty ad personam, ale Szanowny Czytelnik ma już chyba dosyć. Chuju.

mg: Ad personam zostaw dla matki. Chuju. Zrejtaniłeś się beznadziejnie przy obronie tych Strażników, bidulu, oślepiło cię do ostatka. Niech Bóg ma Cię w opiece.


Watchmen - Strażnicy:
lewacki ◦◦◦◦
oszołomski
czy film obraża uczucia religijne: nie
czy gdzieś w tle są żydowscy bankierzy: nie

4 komentarze:

  1. Lewacki film to to jest, podobnie jak komiks, w momencie, jak SPOILER SPOILER SPOILER rozjebują Rorschacha ;p

    Ale nazywanie komiksowych łoczmenów, o czym Woykersowi już napomniałem na privie, "miałkimi estetycznie" to jakaś kpina. Koncept graficzny tego komiksu jest ważny dla percepcji, dominanta kolorystyczna tworzy znakomicie nastroj, już pomijając rozumienie kolorystyki jako środka wyrazu w epoce, w której ten komiks powstał. O narracji rysunkowej już nie wspomnę, ale styl Moore'a mocno się tam wykrystalizował.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. i widzisz woyke, kolega mówi, że się nie znasz;P

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Ale blog ogólnie super ;P Tylko rzadko wpisy ;/

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. bekon: [ad personam]

    miś gryzli: [ad personam]

    reszta: Ustosunkowując się do bekonowego komentarza, chcę tylko powiedzieć, że ja jako zwykły amator komiksowy mam prawo stwierdzić, że grafika w "Watchmen" nie wydaje mi się oryginalna zbytnio. Znaczy, przepraszam za swoje dyletanctwo, ale i tak nie cierpię rysunków Gibbonsa.

    OdpowiedzUsuń na zawsze